20 lipca 2026 roku przypada setna rocznica śmierci Feliksa Dzierżyńskiego. Tak, wiem, zbrodniarz. Krew ma na rękach. Żaden Polak nie wybił tylu Ruskich co on. Komunista. Tyle mniej więcej przeciętny Polak wie o Feliksie Dzierżyńskim, pod warunkiem, że ma wiecej niż 40 lat. Młodsi nie mają pojęcia kim był. Jedni i drudzy tak naprawdę nie wiedzą nic. Nie dość, że kłamstwa, to jeszcze zupełnie wytarte, banalne i mało finezyjne.
Był to przede wszystkim człowiek niezwykle prawy, uczciwy i pracowity. Niezwykle wrażliwy, idealista, ale nie fanatyk. Człowiek wielkiej kultury, doskonałego poczucia humoru, słuchający. W jego bogatym życiu był po każdej jego stronie. Był więźniem i naczelniem wszystkich więzień. Był poszukiwany i sam wielu poszukiwał. Był represjonowany i sam represje stosował. W jednym życiu zawarł może i pięć innych żyć, bo żył intensywnie, na pełnej petardzie. To właśnie dzięki jego pracy wysiłki wielu państw, organizacji i ludzi pragnących zwalczyć bolszewików w Rosji poległy. Niezwykle skuteczny, a zarazem skromny. Widać go tylko na nielicznych filmach epoki, usuwał się zawsze na bok odrzucając sławę, ale też bogactwo i władzę dla swych prywatnych potrzeb. Może tylko raz, kiedy trzeba było znaleźć morderców jego brata.
Późniejszy komunizm, stalinizm nie ma nic wspólnego z Feliksem Dzierżyńskim, to zupełnie inna twarz, inne osoby reprezentujące kolejne przemiany postrewolucyjne. Dzierżyński nie pałał do nich wielkim uznaniem. Nawet więcej, bał się ich, a oni bali się Dzierżyńskiego. Jego śmierć zakończyła pewien etap w naszej ogólnej historii.
Wydawnictwo, które wydało moją opowieść o Feliksie po prostu leci w chuja. Wydano 2 tomy, trzeciego nie wydano do tej pory. Czuję się z tym fatalnie, gdyż czytelnicy mają prawo do zapoznania się ostatnim tomem życiorysu, myślę, że najbardziej ciekawym. Dlatego w setną rocznicę śmkierci Feliksa Dzierżyńskiego podejmuje się w samodzielnie dokończyć dzieła.
Był to amet ull20 lipca amcorper primis, nam pretium suspendisse neque, a phasellus sit pulvinar vel integer.
Osobliwy przewodnik po życiu i problemach Angoli pisany przez Europejczyka, który tam żył i pracował wśród
angolańskich braci i sióstr. Mnóstwo ciekawych historii, przygód, spostrzeżeń pisane lekką ręką. Rewelacyjne zdjęcia
Roberta Finistery w połączeniu z tekstem Zoltana Fordosa z pewnością przybliżą czytelnikowi ten daleki i
niedostępny dla turystów kraj.