GĘBA PEŁNA GWOŹDZI 
Głos Szatana podczas srania

Piątek, Wrzesień 16, 2022, 17:27

W pierwszej odsłonie Gęby Pełnej Gwoździ 2010 - 2013 pojawiały się najprzeróżnijsze teksty o wspólnym mianowniku frustracji co było ideą strony, która nawiązywać mogła do plucia gwoździami przez egzorcyzmowaną w obecności posła Tarczyńskiego kobiety.

Ten sam powód przyświecał likwidacji strony i skasowaniu wszystkich artykułów na śmierć. Zanim powstała GPG, lata wstecz pisywałem tzw. książeczki elektryczną maszyną do pisania i wklejałem różne obrazki, po czym odbijałem na ksero, z A4 robiłem A5 i tak to powstawało.

...Generalnie gówno warte to było, że aż wstyd to zamieszczać. Cześć zaginęła. A jeszcze wcześniej pisywałem krótkie opowiadania na wyrywanych kartkach w kratkę z zesztytu 32-kartkowego, zupełnie odjebane pod takimi mniej więcej tytułami jak "Buda ptaka sraka". W artystycznej karierze byłem członkiem dwuosobowego kwintetu Five Fucking Fuckers, nagraliśmy nawet kasetę przy akompaniamencie gitary, zaoszczędziliśmy też dużo czasu nie pracując nad tekstami, tylko wymyślając je w trakcie nagrania na magnetofon kasetowy Grundig. Nad muzyką też nie pracowaliśmy. Sławy i pieniędzy nie było. Przynajmniej nie doszliśmy do takiego stopnia żenady jak Łosowski i Skawiński z Kombi ani Zygmunt Staszczyk czy obrońca życia Kazimierz Staszewski. Ważne, kiedy ze sceny zejść.

Schodzić ze sceny zawsze umiałem przed czasem podobnie jak z imprez ulatniałem się zawsze w najlepszym momencie oprócz pamiętnego Sylwestra 1998 roku, kiedy wryłem się w pamięć wszystkim sąsiadom pewnej koleżanki, ale wówczas i tak udało się wyjść przed totalną zagładą. Dwa razy się zdarzyło, że na tą scenę nie zdążyłem wejść. Raz na koncercie Lux Occulta w Remoncie, kiedy to tak długo czekałem aż supporty zagrają swoje, że wszedłem na koncert delektując się ostatnimi taktami koncertu. Innym razem tak cieszyłem się koncertem The Fields of the Nephilim, że sponiewierałem się tak, że z trudnością utrzymywałem równowagę, a o koncercie to wolę nie pamiętać. No, ale było to w 2008 roku, miałem wówczas 38 lat, więc jako młody chłopak mogłem się zawieruszyć trochę. Wynika z tego, że mam problemy z koncertami. Na szczęście od lat nie chodzę, bo mieszkam w miejscu, gdzie nie ma koncertów muzyki jaką lubię.

Swego czasu, kiedy jeszcze na Facebooku więcej ludzi chciało cokolwiek publikować, publikowałem zajawki naprzeróżniejszych kapel metalowo melancholiczno depresyjnych pod znakiem trzech faz. Otóż tytuł wziął się stąd, że podłączałem wówczas urządzenie trzyfazowe pod sieć bez odłączenia napięcia. Nic mnie nie kopnęło, bo elektryka to wiadomo, choć jeden kolega stał się przewodnikiem, ale dlatego, bo nie był elektrykiem, albo jego klapki były fatalnym izolatorem. Muzyka towarzyszy mi do dziś i chętnie do niej wracam, a prąd mam jedynie w herbatce.

Następnie w wyniku przymusu pisania podchwyciłem temat Feliksa Dzierżyńskiego i zacząłem pisać nie mając świadomości z jak rozległym tematem się będę zmagać. Zachęcony przez pana Andrzeja Ledera zacząłem pisać nie pod stronę, a pod książkę i to mi zajęło 4 lata. W tym czasie nauczyłem się pisać bezwzrokowo prawie oraz przekonałem się jak bardzo polski język jest trudny, skomplikowany i bezsensowny tymi wszystkimi związkami mowy, zgody i przynależności. W uproszczeniu polega to na tym, że jeśli zmienimy część wyrazu na bardziej odpowiednią, to automatycznie trzeba zmienić piętnaście sto pierdylionów innych wyrazów, aby było poprawnie. Przekonałem się, że po trzech przeczytaniach tekstu nie widzi się już kompletnie błędów i należy dać tekst komuś innemu do czytania i poprawki. Moja praca była sprawdzana przez świetnego profesjonalistę, który faktycznie miał sporo pracy przy tekście, ale i to nie ustrzegło przed kilkoma błędami zauważonymi po 4 latach. Nie jest łatwo zajmować się pisarstwem. Gdybym nie wydawał biografii Dzierżyńskiego, miałbym drugiego Stara. Ale teraz się zastawiam, nie na co mi dwa Stary, ale na chuj mi w ogóle ten Star, którego mam?

Praca nad takim wielkim tematem jest przerażająca. Należy pisząc czynić notatki, odnośniki do różnych fragmentów tekstu, aby zanotować skąd to się wzięło, bo trudno wszystko zamieścić w przypisach. Na początku to jasne się wydaje, że wiadomo skąd wzięło się, bo pani Krzywobłock tak pisała, ale po pół roku to już nie jest takie oczywiste i jak ktoś zapyta skąd wiem, że Feliks najpierw przeklnął, a potem strzelił belfra w papę, bo on wie ze swoich źródeł, że najpierw strzelił, a potem przeklnął? I skąd wiadomo, że miał buty wyłożone skórą z psią sierścią? Kto o tym wspominał? Jaka była to rasa? I jak pies miał na imię? W którym hotelu w Lugano zatrzymał się Feliks z rodziną w listopadzie 1918 roku? I czy była jakaś promocja wówczas, zniżka? Tego typu dociekania wskazują, że czas zakończyć pracę. Jakby komuś przyszło do głowy pisać książkę i zarobić to sugeruję tematy: jak gabinet dentystyczny wpłynął na ministra sprawiedliwości, że stał się nikczemnym, zawistnym, odrażającym kryminalistą? Spis fantazji do walenia konia lewą jak i prawą ręką. Almanach kurewstwa ludzkiego z podziałem 80/20 kobiet i mężczyzn. 365 dni z kobietą, której odjebało. Wszystkiego się nie napisze, ale popróbować trzeba.


17.09.2022


free website
built with
kopage