GĘBA PEŁNA GWOŹDZI 
Głos Szatana podczas srania

Piątek, Wrzesień 16, 2022, 17:25

Najprzeróżniejsze rzeczy można o Polsce napisać, powiedzieć, a nawet wyśpiewać, że mieszkam w Polsce, ale jeszcze nikt nie zauważył, że Polska kanapką, zupą i kolejką stoi.

Kanapka ważna rzecz. Idealna w szkole, pracy, na wycieczce. Od dzieciństwa mamy wpojone, że śniadanie najważnieszym daniem dnia i jest w tym wiele racji,...

...choć może gdybyśmy tych śniadań nie jedli, to bylibyśmy chudsi. Na śniadanie, jeśli nie jajecznica lub parówki to co? To kanapka. Kromka (niektórzy dodają, że chleba, jakby była kromka mięsa) na nią masło, sałatka, ser zółty, wędlinka, pomidorek i to znów przykryte kromką bywa, że jest zbyt skomplikowana, więc wystaczy zwykły salceson czy przyklepać ją pasztetem. Dzięki niej nie jesteśmy głodni przed południem i zawsze to tam co do pyska jest włożyć. Wydaje się to oczywiste, ale na przykład w krajach afrykańskich pojęcie kanapki nie istnieje. W niektórych takiego chleba jaki mamy nikt do ust nie weźmie zadawalajac się słodkim, miękkim chlebem tostowym, który można stosować do okien zamiennie z kitem. Nikt kanapki do pracy nie robi, a potem narzeka, że jest głodny. Kanapeczka- podstawa awaryjnego jedzenia. W Polsce kanapki są powszechne do tego stopnia, że można je kupić w odpowiednich sklepikach czy u pana kanapki, jak się robi w Mordorze na Domaniewskiej czy jakimś innym patologicznym miejscu.

Ze swoich wspomnień szkolnych pamiętam, że dostawałem kanapki z parówką przeciętą na pół i mimo starań wyskakiwała z bułki, bo bułkę też pamiętam. Na drugiej lekcji mieliśmy fizykę i zwyczajem klasy każdy o dziewiątej wyjmował kanapkę i jak nauczyciel odwrócony był do tablicy to żeśmy szamali. Kiedy się do nas odwracał, momentalnie zastygaliśmy z jedzeniem. Z tym wiąże się historyjka, jak to niespodziewanie pani od fizyki odwróciła się do klasy i zaczeła przepytywać uczniów na ocenę i właśnie padło na mnie, a ja miałem gębę pełną parówek i bułki. Wstałem i z wielkim trudem łapiąc wypadające parówki z gęby, odpowiedziałem: -Nieprzygotowany.

Słynne były też kanapki na stołówce- z salcesonem lub pasztetem. Z pasztetem były bardziej prestiżowe. W piątej klasie technikum, ja i mój przyjaciel tak byliśmy zaprzyjaźnieni z paniami z kuchni, że sprzedawały nam wyjątkowo herbatę w szklance, a nie jakąs kawę Inkę w kubku i my z tymi herbatami szliśmy spóżnieni na lekcję kończąc kanapkę z pasztetem i popijając herbatą. Miało się czerwony pasek i było się tą szczątkową inteligencją w klasie:)

Dziś może być już inaczej. Nie mam kontaktu ze współczesnością, opowiadam jak Kaczyński z jedynej swojej podróży do Wiednia 40 lat temu i ja też podobnie. Bo teraz to pewnie jak się kupuje kanpkę, to ważne, aby chleb był bezglutenowy, masło niesolone, ser bez laktozy i koniecznie musi być odrobina karczocha, ale bez śladowej obecności orzeszków.

Z zupami też jest tak, że jak się opowiada komuś o jedzeniu to nikt nie łapie o czym my mówimy, że pierwsze danie, drugie danie i deser, ale przez grzeczność nic nie mówi tylko się gapi. W Afryce o zupie większość ludzi ma nikłe pojęcie, bardziej sobie wyobrażają, że to sos wokół mięsa. W Angoli są jakieś zupy, jedna czy dwie, a raczej w sumie taka zupa jaka się ugotuje z górką mięsa do oskubania w środku, a w Ugandzie nie ma żadnej. Tylko w Polsce jest tyle zup, spośród których królowa zup- pomidorowa, pomimo, że to rosół jest podstawą wiekszości zup. Ale nie wszędzie, bo na Węgrzech podstawą zupy jest ... smalec. Pewnie mało kto wie, ale jak się robi rosół i tuż po tym jak się pokaże na powierzchni tzw. szum, należy wodę wylać, składniki opłukać i ponownie włożyć do czystej, posolonej wody i gotować na małym ogniu, dzięki czemu rosół będzie klarowny. No i musi być tłusty! A do wyboru mamy praktycznie wszystkie rodzaje zup ile jest warzyw, może bez rzodkiewkowej i sałatowej. Nigdzie na świecie czegoś takiego i takiego bogactwa zup się nie znajdzie. Obecnie i globalnie za zupy uważa się kremy z poszczególnych warzyw czy to cebuli, czy pomidora, ale... dla prawdziwych znawców zup, to żadna zupa, tylko zblendowane warzywa w półgęstą papkę. W mojej szkole też były zupy, ale już jakie to nie pamiętam, ale co je wyróżniało to wkładka. Otóż była wkładka z jajka albo z boczku z nieogolonej świni podawane w blaszanych talerzach i wtulane aluminiowymi łyżkami. Niestety szkoły już nie ma od lat, na jej miejscu stoi Galeria Młociny. A zupy zwane regenracyjnymi były bardzo pyszne. Huciane! O stołówkach Huty Warszawa trzeba napisać oddzielny artykuł.

I kolejki. Wiele rzeczy bierze się z takiej czy innej historii, uwarunkowań i przyzwyczajeń. Na przykład w Europie czy w ogóle tam, gdzie jest zima, ludzie są bardziej zapobiegliwi i myślą zdecydowanie hop do przodu niż w krajach, gdzie tej zimy nie ma. Mając zimę na horyzoncie każdy ma w perspektywie altermatywę- zamarznąć głodnym czy przeżyć. Dlatego zapobiegliwie gromadziło się i dalej się robi, zapasy jedzenia, ubranie i sprzęt. W krajach bez zimy ludzie maja na to wyjebane, bo zawsze świeci słońce, zawsze jakiś banan spadnie czy jakąś kozę się ukatrupi. Podobnie jest z kolejkami. W Polsce w dość długich czasach niedoborów, aby coś kupić (mówiło się dostać i chyba od tego wzięło się absurdalne oddam w cenie stu złotych, a jak już słyszę, że zanabęde drogą kupna to walę prosto w ryj) trzeba było stać w kolejce. Kolejki było dwojakiego typu: z listą i bez. Te z listą polegały na tym, że jedna osoba dyżurna miała listę i każdego dnia o ustalonej godzinie odczytywała nazwiska i jak kogoś nie było to wypadał z listy. W ten sposób stało się w kolejce po artykuły drugiej potrzeby jak meble czy pralka. Kolejki bez listy to trwające kilka godzin spotkania ludzi stojących w ustalonej poprzez czas dołączenia kolejce po towary bardziej pierwszej potrzeby, akurat wtedy, kiedy do sklepu przywieziono towar (mówiło się, że rzucili). Stąd wzięło się słynne powiedzenie- pan tu nie stał. Stanie w kolejce było bardzo ważne i transparentne. Gdy ktoś chciał wyjść na jakiś czas z kolejki to mówił do poprzedzającej osoby: -Ja tu będę za panem stać. I wcale nie stał, bo sobie poszedł, ale jego kolejkowy duch tam był. Warto było też poinformować osobę za sobą i zapamiętać z ubrania czy twarzy, bo potem, kiedy kolejka ruszy, sytuacja mogła się zmienić dynamicznie, a też ktoś z kolejki- osoba za czy przed, też mogła wyjść na stałe czy też tam stać, ale tylko duchowo. Bardzo ważny był porządek, aby każdy stał za kimś, a widać to dziś głównie w kolejce do lekarza, kiedy każdy przychodzacy pacjent pyta się: -Kto ostatni do doktor Lewandowskiej? W banku też mi się zdarzyło i w ogóle wszędzie, gdzie nie ma numerka, a kolejność wejścia obserwowana jest przez ogół czekających bez litości. Chyba, że jeden z petentów w kiblu był.

Jaka to awantura była, jak stałem w kolejce po bilet na pociąg do Gdyni, a ktoś chciał kupić bilet, bo akurat pociąg mu za 5 minut odjeżdża! Dla mnie to wszystko jedno, ależ proszę uprzejmie! ale tak naprawdę, biletu nie kupuje się przez przypadek. Przez przypadek można dziecko zrobić. Stanie w kolejce jest trwałym wkładem Polaków w rozwój cywilizacji podobnie, jak chodzenie do kościoła, bo Polacy generalnie wyjebane mają na nauki kościoła, ale chodzą, bo tak ich wiara wygląda- na chodzeniu. Ale wracając do kolejek: W Ugandzie jest coś takiego jak kolejka, jeśli są poprowadzone sznurami korytarzyki do okienka. Inaczej każdy wpierdala się zupełnie ignorując pozostałych klientów i to nie dlatego, że jest chamem jakimś czy Krystyną Pawłowicz, po prostu idzie załatwić co chce. W banku czy jakiejś instytucji nie wypada tak się wpychać, z resztą zostanie upomniany przez obsługę, ale burdel się robi, kiedy nagle otworzy się drugie okienko, wtedy klienci nie rozchodzą się z jednej kolejki, nie dzielą na co drugi po lewej stoi, a co inny drugi w prawej. Tam ten co właśnie wszedł wpierdala się do otwartego okienka w biegu i nie rozumie, że przed nim do załatwienia sprawy w okienku ileś tam ludzi stało pół godziny. Robi się zupełnie Hej kto Polak na bagnety i huzia na Józia do okienka. Stresujące jest to stanie w kolejce bardzo. Ale nie zawsze. Gdy odbierałem swoje prawo jazdy, pokazałem tylko tymczasowe, kazano mi usiąść i jeszcze nie zdążyłem wyjąć telefonu, by mieć jakąś rozrywkę, a okienko przyszło do mnie i podało nowe prawko. I znów jesteśmy sto lat za...
Chyba, że znów Angola i kolejka w banku. Wszyscy stoją w kolejkowym nieładzie. Pracownicy krzątają się, coś tam piszą, przekładają papiery. Chodzą w tą i nazad i tak godzina już mija i nikt nie woła do któregoś z okienek, ludzie stoją, czekają, nikt się nie awanturuje. Po godzinie w końcu jedna pracownica banku zamiera patrząc na klientów po czym mówi: -Ale system nie działa i dziś już pewnie nie będzie działał.

A na koniec zupa w Angoli:)


17.09.2022


free website
built with
kopage