Angola to kraj ciekawej, światowej motoryzacji, w którym przeplatają się najnowsze modele Land Rovera z chińskimi paździerzami i samochodwymi zombie, o czym pisałem trochę w książce Mama Afryka. Angola. Dziś przyszedł czas na podsumowanie i prezentację ciekawych aut jakie miałem przyjemność kupować w Angoli. Od urodzenia jestem graciarzem, a moje doświadczenie mówi mi, że jak jest dobry kierowca to i na taborecie zajedzie do celu, a jak jest zły, to zakatrupi każde auto.
Dziś prezentacja samochodu Foday, model F16- tak pisze na stronie Fodaya, ale w Angoli to jakoś inaczej się nazywało. Nie kosztowały specjalnie drogo, kupione były 4 sztuki w salonie firmy JAC- kolejny chiński motoryzacyjny skansen i monstrum słynny w Angoli z lekkich ciężarówek marki, które można było kupić w każdym kolorze, pod warunkiem, że był popielaty. Każdy egzemplarz miał też naklejoną reklamę firmy JAC, która jakoś się wkomponowała w pejzaż Angoli i widniała tam aż do końca dni jej lub auta. Ale po jakimś czasie policja zmądrzała i zaczęłą kasować łapówki za to, że kierowcy JACów nie mają zapłaconego podatku od reklam, więc nastąpiło masowe zrywanie naklejek.

Na Fodayach nic naklejone nie było. A teraz opis techniczny. Silnik w dieslu 2800ccm na mechanicznej pompie, kolejna kopia silnika Nissana z modyfikacjami chińskich inżynierów. Pięć biegów w manualnej skrzyni, napędy łączone z kabiny. Spalanie nie miało znaczenia, bo ropa była po ćwierć dolara. Ale i tak palił przyzwoicie. W warunkach skrajnie ciężkich jeden egzemplarz zrobił w dwa lata ponad 250000km jeżdząc non stop i wożąc ciężary. Każdy Foday padł na wtryski, bo paliwo było tak chrzczone, że sam Szatan sikał do baku, do tego nasrał i się zrzygał, a Jezus błogosławił. Nic nie padło tylko wtryski niemożliwe do regenreacji, a koszt nowych to 1/4 wartości całego auta.

Bardzo sobie chwaliłem ten zakup, większych problemów to auto nie nastręczało, nie uginało się pod 500kg na pace, ale tony jak na Tatę Xenon zapakować nie można było. Za miękkie. Dobre też w zderzeniach. Bezpieczne. W środku festiwal platiku i cepelii. Zegary jak ze skutera wyjęte, radio tak grało, że lepiej, żeby go nie było (w Xenonie od początku nie było radia- nie było kompromitacji), fotele w chuj niewygodne, a z tyłu po 3h jazdy nabywało się wszyskich schorzeń kregosłupa. Zapierdalać też jakoś specjalnie nie szło, ślamazarny dość, ale bardzo użyteczny. Dlatego jakbyście kiedyś musieli sobie jakieś auto kupić w Angoli, a byłałby oferta Fodaya, to w sumie można kupić, ale tankować to trzeba tylko na Pumangolu.





