Dzierżyński nie słuchał już wystąpień, postanowił wyjść z posiedzenia przed jego końcem. Najbliżej stojący członkowie Komitetu Centralnego pomogli mu wstać i przejść do sąsiedniej sali, gdzie położył się na dwie godziny. Wezwano lekarza Ulmana, który zrobił mu zastrzyk z kamfory. Gdy poczuł się lepiej, stwierdził, że chce iść do domu. Krew mocno pulsowała mu w skroniach. Może to przejściowe osłabienie wywołane zdenerwowaniem na Piatakowa, którego jak najszybciej trzeba było przywołać do porządku? A może kolejny zawał, jak dwa poprzednie, które przeżył, nie mówiąc nic nikomu, a o których dowiedziano się dopiero po jego śmierci z jego notatnika? Skrzętnie ukrywał swoje problemy z sercem wycieńczonym wieloletnim więzieniem i wytężoną pracą. Nie myślał o śmierci, ale przyznawał, że serce pracuje mu „nieładnie”. Choć w młodości lekarz zagwarantował mu jeszcze tylko siedem lat życia, los podarował mu ich znacznie więcej. Przecież tyle jeszcze spraw przed nim, tyle pracy, tyle zadań, przecież walka jeszcze się nie skończyła, a on nie ma zamiaru się poddać. Każdego dnia można tak wiele zrobić, wykorzystać w pełni dwadzieścia cztery godziny, by po nich czerpać zachłannie kolejną dobę – choćby jeszcze jedną, dwie, sto. W jego głowie pojawiła się myśl: pójść do domu, do własnego łóżka, by odpocząć, dojść do siebie, uspokoić się.
Дзержинский уже не слушал речей и решил покинуть собрание до его окончания. Стоявшие ближе всего к нему члены ЦК помогли ему встать и пройти в соседнюю комнату, где он пролежал два часа. Вызвали врача Ульмана, который сделал ему инъекцию камфоры. Когда ему стало лучше, он сказал, что хочет пойти домой. Кровь сильно пульсировала в его висках. Возможно, это была временная слабость, вызванная нервозностью Пятакова, которого нужно было как можно скорее призвать к порядку? Или, может быть, еще один сердечный приступ, как два предыдущих, которые он перенес, никому не сказав, и о которых узнали только после его смерти из записной книжки? Он тщательно скрывал свои проблемы с сердцем, измученным годами заключения и тяжелой работы. У него не было мыслей о смерти, но он признал, что его сердце работает "не в полную силу". Хотя в молодости врач гарантировал ему всего семь лет жизни, судьба подарила ему гораздо больше. Ведь впереди еще так много дел, так много работы, так много задач, в конце концов, борьба еще не закончена, и он не намерен сдаваться. Каждый день так много нужно сделать, чтобы максимально использовать двадцать четыре часа, чтобы жадно втянуть в себя следующие двадцать четыре часа - хотя бы еще один, еще два, еще сто. Ему пришла в голову мысль: вернуться домой, в свою постель, отдохнуть, прийти в себя, успокоиться.
Dzerzhinsky was no longer listening to the speeches and decided to leave the meeting before its end. The Central Committee members standing closest to him helped him to get up and go to an adjoining room, where he lay down for two hours. Ulman's doctor was called in and gave him a camphor injection. When he felt better, he said he wanted to go home. The blood pulsed strongly in his temples. Perhaps it was a temporary weakness brought on by nervousness at Pyatakov, who needed to be called to order as soon as possible? Or perhaps another heart attack, like the two previous ones he had suffered without telling anyone, and which were only found out about after his death from his notebook? He scrupulously concealed his problems with a heart exhausted by years of imprisonment and hard work. He had no thoughts of death, but admitted that his heart was working "out of order". Although in his youth his doctor had guaranteed him only seven more years of life, fate had given him many more. After all, there are still so many things ahead of him, so much work, so many tasks, after all, the fight is not over yet, and he has no intention of giving up. There is so much to do each day, to make the most of the twenty-four hours, to draw greedily on the next twenty-four hours after that - if only one more, two more, a hundred more. A thought crossed his mind: to go home, to his own bed, to rest, to recover, to calm down.