Roman Hartenberger, tokarz z Dniepropietrowskich Zakładów Metalowych, zamieszkał w Moskwie. Wynajmował pokój u biednej nauczycielki, żony emigranta politycznego, pani Briandinskiej. Jej dom był swoistą rozgłośnią nowin o walkach rewolucyjnych i plotek między innymi o hulaszczym życiu paskarzy. 27 lutego 1917 roku Roman Hartenberger wyszedł na miasto, chcąc zobaczyć na własne oczy to, o czym opowiadała pani Briandinska. Po ulicach Moskwy chodziły całe tłumy – grupki robotników, mieszczanie, wiele osób przyszło ze swoimi rodzinami, dziećmi, bliskimi, przyjaciółmi, przyłączając się do pochodu. Wszyscy szli w milczeniu, bez sztandarów w dłoniach, bez transparentów. Na klapach marynarek dostrzec można było czasem przypiętą czerwoną wstążkę. Roman Hartenberger podążył za tłumem.
Роман Хартенбергер, токарь Днепропетровского металлургического завода, уехал жить в Москву. Он снимал комнату у бедной учительницы, жены политического эмигранта, госпожи Бриандинской. Ее дом был своего рода радиостанцией для передачи новостей о революционной борьбе и сплетен, среди прочего, о роскошной жизни стрип-моллеров. 27 февраля 1917 года Роман Хартенбергер вышел в город, желая своими глазами увидеть то, о чем говорила госпожа Бриандинская. По улицам Москвы шли целые толпы - группы рабочих, буржуазия, многие люди приходили со своими семьями, детьми, родственниками, друзьями, присоединяясь к шествию. Все шли молча, без транспарантов в руках. На лацканах их пиджаков иногда можно было увидеть приколотую красную ленточку. Роман Хартенбергер последовал за толпой.
Roman Hartenberger, a turner at the Dnepropetrovsk Metal Works, went to live in Moscow. He rented a room from a poor teacher, the wife of a political émigré, Mrs Briandinskaya. Her home was a kind of broadcasting station for news of the revolutionary struggle and gossip about, among other things, the lavish life of the strip-mallers. On 27 February 1917, Roman Hartenberger went out into the city, wanting to see with his own eyes what Mrs Briandinskaya was talking about. There were whole crowds walking the streets of Moscow - groups of workers, the bourgeoisie, many people came with their families, children, relatives, friends, joining the march. Everyone walked in silence, without banners in their hands. On the lapels of their jackets one could sometimes see a red ribbon pinned on. Roman Hartenberger followed the crowd.