W wigilijny wieczór byli zaproszeni do berlińskiego mieszkania Marchlewskich – Juliana i Bronisławy z domu Gutman. Julian zwykł do swojej żony zwracać się Bronida. Marchlewscy mieszkali od roku w dzielnicy Steglitz, będącej wówczas dalekim przedmieściem. Trafili tam, uciekając z Włocławka, w którym roiło się od szpiclów. Jedenastoletnia wówczas córka Juliana, Zofia, popisywała się znajomością kolęd. Czas płynął w pogodnej, rodzinnej atmosferze przy rozmowach i śpiewie.